Byłem spłukany, więc założyłem podcast
Nie musisz rzucać pracy!
Wtorek. Kawiarnia na Sienkiewicza w Białymstoku.
Kawa zimna od godziny, Lucky pod stołem, z mordką na moim bucie. Na ekranie wiadomość od czytelnika. 42 lata, etat, dwoje dzieci:
Radek. Jak rzucić pracę i zacząć tworzyć?
Odpisałem w 3 zdaniach.
To nie była odpowiedź, której się spodziewał.
W 2015 roku myślałem dokładnie tak samo:
Trzeba odejść z etatu, żeby stworzyć coś swojego.
Inaczej się nie da.
Przygotowywałem się rok.
Sprzedałem samochód, przesiadłem się na metro.
Pieniądze, które szły na auto, lądowały na koncie.
Tak zrobiła się poduszka na 12 miesięcy.
W lipcu 2016 ostatni raz wyszedłem z biura jako dyrektor zarządzający.
Mój regionalny był wkurzony, że musi szukać kogoś nowego.
Ja byłem szczęśliwy, że nie muszę więcej zakładać garnituru w upał.
Pół roku później byłem spłukany
Fot: to nie Lucky !
Poduszka topniała szybciej, niż zakładałem.
Klientów nie miałem, bo niczego nie sprzedawałem.
Pomysłu na firmę też nie miałem.
Każdego ranka zakładałem dres i siadłem z laptopem, żeby udawać przed sobą, że pracuję.
Szukałem inspiracji na blogach i vlogach.
Pisałem do znajomych, że “rozkręcam projekty”.
Tak naprawdę szukałem w sieci czegokolwiek, co by przykleiło moją uwagę.
I wtedy odkryłem podcasty
Nie jako pomysł biznesowy. Z ciekawości.
Poza tym „jestem podcasterem , brzmi lepiej od „szukam pracy”.
Zadziałało.
Domyślam się, że przez to że miałem 21 lat doświadczenia korporacyjnego, sieć słuchaczy rosła oszałamiająco i pierwszych klientów dostałem przypadkiem - po roku regularnego publikowania wywiadów z ludźmi, którym udało się przekuć pasję w pieniądze.
Nagrywałem bez planu i lejka sprzedażowego.
Słuchacze sami zaczęli pisać, że chcą mi zapłacić za rozmowę i sesję coachingową.
Dziś, gdyby napisał do mnie ten sam czterdziestodwulatek, nie powiedziałbym “rzuć robotę i zacznij coś nowego”.
Doradziłbym coś zupełnie innego.
Zacznij po godzinach, nie zamiast pracy
Dlaczego nie rzucać pracy?
To proste:
Jeszcze nie wiesz, co chcesz tworzyć.
Nie wiesz, czy będziesz to robił za 5 miesięcy.
Nie wiesz, czy ktoś za to kiedyś zapłaci.
To są 3 prawdziwe niewiadome.
Etat jest buforem, który pozwala je sprawdzić bez paniki.
Projekt po godzinach nie musi być etapem pośrednim do rzucenia pracy.
Może być celem sam w sobie. Drugim dochodem. Drugim życiem.
Czymś, co należy tylko do Ciebie.
Niektórzy moi klienci żyją tak od 5 lat.
Etat ich karmi.
Wieczorami tworzą coś, co ich pasjonuje.
Niektórzy mają z tego dodatkowy dochód, inni nie mają żadnego.
Wszyscy są spokojniejsi niż wcześniej.
Co dostajesz od razu:
1. Spełnienie.
W poniedziałek wieczorem, kiedy w domu robi się cicho, masz dla siebie 2 godziny.
Zamiast scrollowania siadasz do nagrania, do pisania, do montażu.
W środę w pracy myślisz o tym, co publikujesz w sobotę, a nie o tym, że nie znosisz prezesa. Spotkanie firmowe mija przyjemniej.
To nie jest błaha rzecz.
To Twój azyl - ratunek przed wypaleniem, którego nie da Ci żaden dział HR.
2. Pieniądze.
Nawet 500 złotych miesięcznie z konsultacji albo z Patronite zmienia całą kalkulację.
Widzisz, że ktoś poza Twoim pracodawcą jest gotów Ci zapłacić za to, co potrafisz.
Po roku publikowania bywa to 2 000 - 3 000 złotych.
Dla niektórych to różnica między “muszę tu siedzieć do emerytury”, a “mogę poszukać czegoś innego, kiedy będę chciał”.
Dwa różne stany psychiczne, mimo tej samej sumy na koncie.
3. Portfolio.
Jeśli kiedykolwiek zechcesz odejść albo Cię zwolnią - a po czterdziestce zwolnienia bywają bolesne - masz dowód swojej pracy. 2 lata publikowania, 100 odcinków, 400 czytelników.
To więcej niż CV. To wiarygodność.
Z takim portfolio rozmawia się z rekruterem inaczej.
Albo z klientem, jeśli zdecydujesz się pracować na swoim.
Żaden z tych punktów nie wymaga rzucania pracy.
Wszystkie 3 zaczynają działać po 90 dniach od pierwszej publikacji.
Co zrobić, żeby to nie był kolejny porzucony projekt
Wiem, że masz za sobą porzucone projekty.
Większość ludzi po czterdziestce ma ich kilka.
Pisałeś bloga.
Próbowałeś Instagrama.
Kupiłeś kurs i go nie skończyłeś.
Newsletter umarł po czwartej wysyłce.
To zupełnie normalne i nie przeszkadza Ci zacząć teraz.
Wybierz jeden format, który Cię nie męczy.
Taki, który zrobisz z przyjemnością w piątek wieczorem zmęczony, po 9 godzinach pracy.
Nie taki, który akurat “trenduje”.
Masz do wyboru: pisanie, audio albo wideo.
Na razie jedno z trzech. Reszta poczeka.
Ja przez pierwsze lata robiłem tylko podcast audio.
Wideo dorzuciłem dopiero wtedy, kiedy pojawiała się ciekawość innej, mniej komfortowej formy
Nie narzucaj sobie tempa. Ja nagrywałem co tydzień lub co 2.
Znam podcasty, które otrzymują wsparcie ok. 8 tys zł miesięcznie na Patronite, pomimo nieregularnych i często rzadkich publikacji.
Nie obiecuj sobie liczb.
Obiecuj sobie konsekwencję w publikowaniu.
Kontrolujesz tylko to, czy w sobotę o 18:00 opublikujesz kolejny odcinek.
Reszta dzieje się sama albo nie dzieje się wcale.
Twój sukces to publikacja, nie wynik.
Jeśli to czytasz i właśnie myślałeś, że musisz rzucić pracę, żeby zacząć tworzyć - powiem Ci wprost:
Nie musisz rzucać pracy!
Wystarczy, że w sobotę po południu wyciągniesz telefon i nagrasz pierwszy odcinek.
Albo napiszesz pierwszy tekst.
Albo otworzysz pusty plik w notatniku i zaczniesz pisać.
To jest cały próg wejścia.
Nie potrzebujesz logo, strony, lejka sprzedażowego ani nazwy.
Wszystko to dorobisz później, jeśli w ogóle będzie potrzebne.
Reszta to 2 lata cierpliwej pracy po godzinach.
Wiem, jak to brzmi. Wiem, że dla kogoś, kto robi bilans życia, 2 lata to dużo.
Powiem Ci jedną rzecz. Te 2 lata i tak miną czy tego chcesz, czy nie.
Pytanie tylko, czy przeżyjesz je gapiąc się w cudze rolki, czy tworząc cos swojego i publikując.
Ten sam temat rozwijam na vlogu i w podcaście - jeśli wolisz mnie posłuchać niż czytać:
YouTube:
Spotify?
Teraz Twoja kolej.
Napisz do mnie w odpowiedzi na ten mail jedno zdanie:
Co byś tworzył, gdyby nikt z pracy nie miał się o tym dowiedzieć?
A jeśli czujesz, że stoisz dokładnie w tym miejscu, w którym ja stałem w 2016 - chętnie o tym pogadam. Pierwsza konsultacja jest darmowa.
Opowiesz o sobie, ja powiem, czy i jak mogę Ci pomóc.
Pozdrowienia z lasu pod Białymstokiem.
Do usłyszenia, Radek




