Fot: Ja. Warszawa, Nowy Świat. Lata temu. (robione kalkulatorem)
Zwykle nie piszę o sobie. Ten wstęp kasowałem już trzy razy.
Pokazywanie prywatnego życia kojarzy mi się z “instagramową”, wygładzoną wersją świata, w której wszyscy są ładniejsi, szczęśliwsi i bardziej ustawieni od Ciebie.
Jest jeszcze druga rzecz. Kiedy pokazujesz życie w sieci, ludzie przyznają sobie prawo, żeby je oceniać. Pokażesz zarobki - usłyszysz, na co powinieneś je wydać. Pokażesz związek albo jego brak - usłyszysz, jak masz żyć.
Więc swoje życie prywatne zostawię dla siebie. Ale zacznę z innej beczki, bo to akurat nie zaczęło się u mnie.
W tym tygodniu mignął mi na X amerykański wpis o tym, ile naprawdę kosztuje życie w Nowym Jorku autorstwa Josha Barzona:
Zaraz potem nawiązująca do powyższego, wersja - autorstwa mieszkającego w Polsce Brazylijczyka, Leviego Borby, z 18 sierpnia:
Warszawa, kawalerka 28 metrów na Woli. 5000 zł plus 500 zł czynszu, kaucja za 2 miesiące, najem okazjonalny u notariusza. A potem to zdanie:
„Przepalać 500 zł tygodniowo na trzy randki z aplikacji i w jakikolwiek sposób jeszcze pozostawać singlem.”
Zawiesiłem się.
Nie na czynszu. Czynsz akurat sprawdziłem “ejajem”. Średnia oferta kawalerki w Warszawie to dziś 2646 zł - raport z sierpnia, prawie 29 tysięcy ogłoszeń. 5000 zł to górna półka rynku, prawie dwa razy tyle, co średnia oferta. Ale i tak poleciało dalej, bo brzmiało prawdziwie. To temat na osobny tekst.
Randki
Fot: Radek Budnicki. Warszawa, stacja Metro Centrum.
Zatrzymałem się na randkach. Bo dotarło do mnie, że nie mam zielonego pojęcia, jak dziś ludzie się poznają.
Dorosłość zaczynałem w Warszawie w połowie lat 90. Numer zapisywało się na kartce. Jak ktoś nie odebrał, to nie odebrał. Pewnie nie było go w domu. Nie było widać, czy przeczytał i nie odpisał.
Dziś wiem tyle, ile mówią liczby.
Że Tinder od ponad trzech lat tracił użytkowników i dopiero teraz próbuje ich odzyskać np. organizując spotkania na żywo. Aplikacja, która nauczyła świat jak szukać szczęścia kciukiem, sama odsyła do prawdziwych ludzi.
Że w Polsce 61% dorosłych wychodzi w badaniach jako samotni, ale wprost przyznaje się do tego tylko 34%. Badanie UMW, próba 3376 osób.
To wiem z tabelek. Z życia wiem niewiele.
Ludzi spotykam dziś głównie na spacerach z Luckym i przez mikrofon. Włączam laptopa, łączę się z gościem, nagrywamy odcinek, koniec. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz poznałem kogoś zupełnie przypadkiem.
Pytania
Więc pytam. Serio, bez tezy schowanej w rękawie, że “kiedyś to było lepiej”, bo niekoniecznie było. Może dziś jest lepiej?
Jak się dziś poznajecie?
Aplikacje jeszcze działają, czy to już archeologia?
Poznał ktoś z Was kogoś w pracy? I czy to dziś w ogóle wypada, czy raczej się tego nie robi?
Da się jeszcze zagadać do kogoś na ulicy, czy od razu wychodzisz na „creepa”?
A jeśli macie dwadzieścia parę lat i to czytacie - „iść na randkę” to jeszcze Wasze określenie? Bo mam podejrzenie, że nie.
Czy teraz się tańczy na dyskotekach (czy ta nazwa jest już archaiczna?)
Słyszałem, że się nie tańczy w klubach, bo młodzi ludzie boją się, że ktoś ich nagra telefonem i wrzuci rolkę do sieci. Zobaczcie tę wypowiedź poniżej:
https://youtube.com/shorts/W32yi5k_Tu8?si=6zZOXJsvOlfq8qg7
Piszę to i czuję, jak coś mnie hamuje. Że facet w wieku, w którym częściej rozmawia się o prostacie niż o randkach, nie powinien się w to mieszać. Że lepiej takie rzeczy zachować dla siebie.
I chyba właśnie o to chodzi. Swoje zostawiam dla siebie - nie wszystko musi iść w świat. Ale jak to dziś wygląda u Was, jestem naprawdę ciekaw.
Piszcie w komentarzach. Może zrobi się z tego niezła rozmowa.
Radek.






