Chętnie wstaję o 5:00, bo ulepszyłem protokół Hubermana
„Gdy rankiem wstajesz, pomyśl, jakim przywilejem jest być żywym, oddychać, myśleć, cieszyć się, kochać."- Marek Aureliusz, Rozmyślania
Przez całe życie nienawidziłem wczesnego wstawania i 5-tej rano.
Serio. Poranek był dla mnie wrogiem.
Tak nie lubiłem porannego wstawania, że wymyśliłem nawet dla niego nieprzyjemny zapach.
Serio :)
Budzik brzmiał jak wyrok.
Ciepła kołdra była argumentem nie do pobicia.
Świat za oknem był zupełnie zbędny.
W “warszawskich czasach” wstawałem późno, biegłem do metra, kupowałem kawę w McDonaldzie w podziemiach Dworca Centralnego. Ale jej nie czułem, bo nie byłem jeszcze przytomny.
Wpadałem na zebranie, które mogło być zwykłym grupowym mailem. Poranek był czymś, przez co trzeba było przebrnąć.
W końcu zacząłem szukać sposobu na polubienie wczesnego wstawania, w książkach i podcastach.
W “Autobiografii” Benjamina Franklina poznałem rutynę dnia mojego ulubionego polimaty.
Odcinek podcastu Andrew Hubermana pt. Master Your Sleep & Be More Alert When Awake uświadomił mi, jak można ulepszyć nasze poranki.
Kiedy budzik przestaje być budzikiem
Jednak pewnego dnia w moim życiu pojawił się ktoś, kto wszystko zmienił.
Srebrne futro. Cztery łapy. Czarny nosek. Niebieskie oko (dokładnie jedno). I absolutnie zero zrozumienia dla mojej awersji do wczesnego wstawania.
Ten ktoś nie pyta, czy mam nastrój.
Nie negocjuje.
Nie czeka, aż dopełnię swój poranny rytuał sprawdzania maili.
O 5:00 jest przy mnie i patrzy wzrokiem, który mówi:
Łysy! Wiesz, co masz robić!
Wiem! Więc wstaję.
Nie dlatego, że jestem niezwykle zdyscyplinowany. Bynajmniej.
Wstaję, bo ktoś na mnie liczy. I ten ktoś nie rozumie słowa „później”.
Rodzice znają ten rodzaj obowiązku, który nie dopuszcza negocjacji. Ale z dziećmi w końcu można dogadać harmonogram. Z psem już gorzej.
Stoicy i wczesne wstawanie
To, co mnie uderzyło, gdy sięgnąłem do “Rozmyślań” Marka Aureliusza, to fakt, że on też miał z tym problem.
Cesarz, który przewodził imperium, wprost przyznawał, że kusi go, żeby leżeć w wygodnym łożu.
I sam siebie pytał: po co wstaję?
By za chwilę sobie odpowiedzieć:
„O świcie, gdy masz trudności z wstaniem z łóżka, powiedz sobie: muszę wstać do pracy - jako człowiek.
Co mam do narzekania, jeśli idę robić to, do czego zostałem stworzony?"
Mój cel waży 30 kg, ma futro i dużo “gada”.
Jest też różnica między wstawaniem dla siebie a wstawaniem dla kogoś.
Dla siebie zawsze można znaleźć powód, żeby poczekać:
„Jeszcze 5 minut.”
„Dziś zrobię wyjątek.”
Znam to. Przez lata tak funkcjonowałem.
Seneka pisał, że wolność nie polega na robieniu tego, co chcemy, lecz na robieniu tego, co powinniśmy, i znajdowaniu w tym spokoju.
Przez długi czas myślałem, że to brzmi jak racjonalizacja cierpienia. Teraz rozumiem, że obowiązek podjęty świadomie przestaje być jarzmem.
Czego nie doceniamy o 5:00 rano
Jest coś, czego nie spodziewałem się w porannym rytuale z psem.
Cisza.
Moje osiedle o 5:00 jest puste, trochę nocne, ale już lekko rozjaśnione.
Te 30 minut z Luckym rano to jedyne w ciągu dnia chwile absolutnej obecności.
Nie zakładam słuchawek.
Nie sprawdzam telefonu.
Tylko bloki z wielkiej płyty, pies i mój własny oddech. I zimowy wschód słońca, który powoli barwi niebo nad osiedlem na odcień, dla którego nie ma dobrej nazwy w żadnym języku.
Nagrałem to sportową kamerą:
Jeśli nie wierzysz, że coś takiego można przeżyć wśród blokowisk o świcie - zapraszam na mój kanał Lucky Husky.
Obejrzyj wieczorem, kiedy skończy Ci się dzień.
A przy okazji! Od kiedy wychodzę z Luckym o 5:00, zasypiam jak kamień o 22:00.
Poranne światło reguluje rytm dobowy lepiej niż jakikolwiek suplement. Nie musisz mi wierzyć na słowo. Spróbuj sam.
Lubię to, co robię
Brzmi banalnie? Może.
Ale przez lata pracowałem dla kogoś, tylko po to, żeby zarobić na czynsz i ciągle czekałem na piątek.
Teraz jest inaczej.
Nagrywam podcasty, występuję, prowadzę warsztaty, piszę artykuły i scenariusze, rozmawiam z ludźmi, którzy chcą zmienić swoje życie.
I to nie tylko dlatego, że „mi się tak podoba”.
Budzę się o 4:50 i nie potrzebuję budzika, bo mój mózg już kombinuje, co dziś nagram, o czym napiszę, z kim porozmawiam i gdzie wystąpię.
Lucky mnie dobudza, jasne.
Ale prawda jest taka, że i bez niego bym wstał.
Najlepszy powód, żeby wcześnie wstać
To jest chyba najbardziej niedoceniany powód wczesnego wstawania.
Po prostu: rób coś, czego nie możesz się doczekać. Reszta sama się ułoży.
Nie kontroluję pogody za oknem.
Nie kontroluję tego, co dziś przyniesie dzień.
Ale kontroluję to, czy wstanę i czy będę tym, za kogo się uważam, kiedy nikt nie patrzy.
Lucky będzie mnie rano lizał po łysinie. Mam nadzieję, że jak najdłużej.
Ale nawet gdyby tego nie robił, i tak wstawałbym wcześnie.
Bo w końcu mam po co.
Dobrego dnia i wczesnego wstawania!
Radek
P.S. Wczoraj w lesie nagrałem vlog pt. “Ulepszyłem protokół Hubermana i uwielbiam wstawać o 5:00”
Jeśli podobają Ci się moje treści, kliknij przycisk poniżej:





