Prawie mnie okradli. Teraz stosuję 4 zasady bezpieczeństwa.
Od roku nie odbieram telefonów z nieznanych numerów. Co mnie ominęło?
Kilka lat temu sprzedawałem hulajnogę elektryczną na OLX. Kupiec odezwał się na WhatsAppie. Miła rozmowa, konkretne pytania, żadnych literówek. Coś powiedział, że mam odebrać zapłatę przez jakąś appkę. Zaciekawiła mnie ta metoda, bo lubię nowinki techniczne.
Po chwili przysłał link do „aplikacji InPost”, przez którą miałem odebrać zapłatę. Nie znałem tej metody. Ale otworzyłem. Formularz danych logowania do banku wyglądał znajomo. Palec wisiał już nad ekranem, gotowy wpisać login i hasło. Ale...
Coś mnie tknęło. Szybko “wygooglowałem” procedurę i okazało się, że to klasyczne oszustwo.
Nagrałem mu się, a on szybko zablokował numer.
Do dziś nie wiem, co mnie powstrzymało przed wpadnięciem w jego sidła.
Może to, że bank nigdy nie każe logować się przez link od obcego człowieka.
Może zwykły odruch.
Wiem jedno: od utraty oszczędności dzieliło mnie kilka sekund i kilka znaków hasła. Dowiedziałem się później, że mój kolega stracił tą metodą 15 tys. zł ze swojego konta bankowego.
Nie jestem naiwny. I właśnie dlatego prawie się udało
Wczoraj rano znalazłem w skrzynce Gmail wiadomość z „Urzędu Skarbowego”. Czeka na mnie zwrot podatku, wystarczy zalogować się przez podany link. Uśmiechnąłem się tylko pod nosem. (“Ministerstwo Finansów i Gmail” powiadasz?!)
Ale ten uśmiech to luksus człowieka, który raz już stał nad przepaścią. Oszust od hulajnogi nie wykorzystał mojej naiwności. Wykorzystał moją pewność siebie. Byłem zajęty, chciałem szybko zamknąć sprawę, rozmówca był uprzejmy i rzeczowy. Wszystko wyglądało jak zwykła transakcja. Na tym polegają najlepsze oszustwa
Nie wyglądają jak oszustwa!
Potem przyszły telefony. Miły pan z „banku” informował, że ktoś właśnie bierze kredyt na moje dane i muszę natychmiast działać. Natychmiast – to słowo klucz. Za każdym razem ta sama mechanika: presja czasu, strach, żądanie działania tu i teraz.
W końcu miarka się przebrała.
Eksperyment: rok bez nieznanych numerów
Rok temu zablokowałem w telefonie wszystkie połączenia z numerów spoza moich kontaktów. Nie wyciszyłem. Zablokowałem. Potraktowałem to jak eksperyment: po 12 miesiącach sprawdzę, co mnie ominęło.
Sprawdziłem. Nic mnie nie ominęło.
Wszystkie odrzucone połączenia, co do jednego, pochodziły od spamerów, sprzedawców fotowoltaiki, garnków oraz oszustów. Nie przepadła ani jedna ważna rozmowa. Kurier napisał SMS. W sprawach urzędowych korzystam z mObywatel, a zawiadomienia odbieram klasyczną pocztą. Kto miał do mnie prawdziwą sprawę, ten znalazł drogę. Świat się nie zawalił – po prostu zrobiło się w nim ciszej.
To nie jest techniczna sztuczka. To decyzja: nie muszę być pod telefonem dla każdego, komu przyjdzie ochota wykręcić mój numer. Telefon ma służyć mnie, a nie tym, którzy dzwonią.
Teraz do gry wchodzi AI
Oszuści przestali robić literówki. Zaprzęgli do pracy sztuczną inteligencję – tę, którą sam wykorzystuję w pracy nad porządkowaniem moich myśli, pomysłów i projektów.
Piszą bezbłędne maile.
Uczą się podrabiać głosy.
Niedługo telefon „od przyjaciela w tarapatach” będzie brzmiał jak głos Twojego przyjaciela.
Technologia nie jest ani dobra, ani zła. W rękach twórcy buduje. W rękach złodzieja kradnie. Nie zatrzymamy tego.
Nie trzeba jednak być znawcą AI, żeby się obronić. Wystarczy dostrzec jedno: technika oszustów się zmienia, mechanika pozostaje ta sama. Zawsze chodzi o to, żeby wywołać emocję i wymusić natychmiastowe działanie. Strach, chciwość, pośpiech. Rok 2026 czy 1926 – schemat ten sam.
Dlatego i obrona się nie zmienia. Nie potrzebujesz nowego antywirusa. Potrzebujesz twardych zasad.
4 zasady bezpieczeństwa
Nie da się być czujnym 24 godziny na dobę – w końcu przychodzi zmęczenie, pośpiech, rozproszenie. U mnie przyszło przy hulajnodze.
Zasady nic nie kosztują. Działają także wtedy, gdy jestem zmęczony, bo nie wymagają zastanawiania się. Zobacz moje 4 zasady bezpieczeństwa:
Nie odbieram nieznanych numerów – nigdy, bez wyjątków, bo każdy wyjątek to szczelina, przez którą wciśnie się oszust.
Nie loguję się nigdzie przez link z wiadomości, smsów, mailów – jeśli bank czegoś ode mnie chce, sam wejdę na stronę banku.
Nie łapię się na super oferty i podejrzanie niskie ceny na portalach aukcyjnych.
Gdy czuję presję czasu, traktuję ją jak sygnał alarmowy.
Presja czasu to podpis oszusta. Prawdziwy urząd poczeka. Prawdziwy bank poczeka. Prawdziwy kupiec hulajnogi też poczeka.
Kiedy ktoś mnie pogania, odkładam telefon, biorę smycz i idę z Luckym do lasu. Bez słuchawek. Patrzę na drzewa, i uczę się od niego jak cieszyć się chwilą.
Po dwóch godzinach wracam do domu i sprawa, która „nie mogła czekać”, okazuje się tym, czym była od początku. Emocje opadają, a oszustwo widać jak na dłoni.
A jak to wygląda u Ciebie?
Czy Ciebie też ktoś kiedyś próbował podejść w podobny sposób?
Zostaw komentarz, chętnie poznam Twoją historię.
Radek
P.S. Jeśli podobają Ci się moje artykuły, zapraszam do kliknięcia linku poniżej:



