Szukałem kamery. Znalazłem niewidzialność.
Krótka historia siedmiu kamer, których używałem w ciągu 6 lat. Czytasz 7 minut.
Print screen z kamery DJI Osmo Nano: “Tory obok mojego osiedla.”
4:00 o świecie. Mrok pokrywa łąki przy torach, obok mojego osiedla. Lucky wyrywa się do przodu Kamera zwisa na piersi, na magnetycznym naszyjniku. Wciskam przycisk „record” i idziemy w kierunku jaśniejącego horyzontu. (jak widać na zdjęciu powyżej)
Nie myślę o ujęciu. Myślę, że Lucky znów wstał ze mną przed świtem i to jest dziwne, że mu się zawsze chce. Wieczorem oglądam materiał. Scena, w której widzimy budzący się dzień, jest majestatyczna. Stabilizacja działa idealnie. Niczego nie ustawiałem.
To już moja siódma kamera w ciągu 6 lat.
W 2020 roku kupiłem Sony ZV1, rok później Insta360 GO2, w kolejnym roku Insta360 X2, potem Dji Osmo Pocket 2, DJI Osmo Pocket 3. A rok temu DJI Action 5PRO. Przed każdym zakupem miałem ten sam rytuał:
Przez pierwszy miesiąc czytałem recenzje
W następnym oglądałem tutoriale na YouTube
W trzecim kupowałem.
Jak już spędziłem 2 miesiące na przygotowaniach, to nie było mowy, by jej nie kupić. Więc nachodził przyjemny dzień unboxingu i po nim jakiś rok nagrywania. A potem…lądowały w szufladzie.
Pisząc to teraz, mam ochotę przemilczeć, ile te cykle mnie kosztowały. Nie z powodu pieniędzy, ale powtarzającego się wzoru. 6 razy ta sama decyzja. 6 razy ta sama nadzieja.
W moim wieku powinienem był to zauważyć szybciej. A za każdym razem był ten sam scenariusz. Za ciężka, za skomplikowana, za długo się włącza, słaba stabilizacja, słaba jakość. Każde uzasadnienie brzmiało logicznie, ale prawda była prostsza. Przeszkadzała mi w tym, po co naprawdę wychodziłem z domu.
Nie chciałem przyglądać im się, jak stoją na półce, czy “grzebać” godzinami w ustawieniach. Najzwyczajniej w świecie łaknąłem emocji, które dawał mi czas spędzany z moim psem, w pięknych okolicznościach przyrody.
Pragnąłem zatrzymać te chwile, dopóki trwają. Zdrowie pokazało mi, jak kruche jest życie. Dotarło do mnie też, jak bardzo kocham mojego “Futrzaka”, i że nie chcę uronić żadnej pięknej chwili spędzonej razem.
Opowiem Ci, jak się do tego zabrałem.
Kamery, których używałem
1. Sony ZV1
Jakby samego podcastowania mi nie starczyło. Tylko w przeciwieństwie do wielu vlogerów, nie chciałem pokazywać siebie, a bardziej to co przede mną. Mimo to pierwsza kamera, jaką kupiłem była idealna dla vlogerów, więc skierowałem ją na siebie. Efekt zobacz poniżej:
2. Dji Osmo Pocket 2
Ta kamera to była prawdziwa eksplozja kreatywności. zabrałem ją ze soba w wiele miejsc, ale najwięcej vlogów ngrłem w okrsie, gdy mieszkałem w 8 tysięcznym miasteczku na Podlasiu. Zapraszam do oglądania efektów:
3. Insta360 GO2
Wiedziałem, że nie chcę nagrywać wymuskanych kinowych obrazków kamerą za wiele tysięcy złotych, którą musiałbym targać ze sobą w plecaku. Postawiłem więc na minimalizm. I tak trafiłem na cudo ważące 27 g.
To pierwsza kamerka, którą mogłem przyczepić na magnes na szyję lub do czapki. Z wyglądu przypominała etui od AirPodsów. Ale miała swoje wady. Przede wszystkim krótki czas pracy, brak możliwości nagrywania w 4K i nie dało się jej połączyć z zewnętrznym mikrofonem. Mimo to dzięki niej powstał m.in vlog ze słowackich Tatr:
Używałem w nim też drona DJI Mavic Mini 2 i momentami Sony ZV1. Jestem ciekaw, czy rozpoznasz, w których ujęciach?
4. Insta360 X2
To mój najciekawszy eksperyment (ciągle za nią tęsknię). Kamera nagrywająca wszystko dookoła, gdzie wybór ujęć odbywa się już w domu, w trakcie postprodukcji. Nie martwisz się o ujęcia w trakcie nagrywania. Magia dzieje się na telefonie lub na laptopie, w trakcie obróbki nagranego materiału video.
Lubiłem ją, ale sprzedałem, bo ma już przestarzałą rozdzielczość, brak możliwości nagrywania tzw. “płaskiego obrazu”, nie ma jakości 10bit i możliwości łączenia się z zewnętrznymi mikrofonami. Tu masz vloga nakręconego tą kamerą:
5. DJI Osmo Pocket 3
Wkrótce pojawił się nowy model Pocketa. Nie ukrywam, że argumentem jej kupna był fakt, że dzięki niej wyglądam lepiej niż w rzeczywistości .
Niestety jest zbyt delikatna ze swoim mechanicznym, wbudowanym gimbalem i ciągle boję się ją upuścić. Na deszczu chowam do kieszeni, bo nie jest wodoodporna. Wygląda nietypowo i ludzie się zawsze na mnie gapili. W mieście musiałem mocniej trzymać smycz, bo Lucky szarpał, a drugą ręką celowałem obiektywem w przechodniów. Wyglądało to, jakbym ich filmował. Oni czuli to samo.
Do dziś ją mam i używam do nagrywania siebie w domu, bo ma optyczną głębię ostrości, a nie taką robioną sztucznie, jak w iPhonie. Nie masz psa i nie chodzisz po deszczu lub mrozie, zdecydowanie polecam, bo ma piękny obraz dzięki dużej matrycy i jak wiele kamer z rodziny DJI łączy się z ich mikrofonami DJI Mic 2 i DJI Mic Mini 2, które na co dzień używam.
6. Dji Osmo Action 5 Pro
Żeby nie obchodzić się z kamerą jak z jajkiem, kupiłem DJI Osmo Action 5Pro, która swoim wyglądem przypomina klasyczną sportową kamerę GoPro, tyle że ma lepsze parametry. Ale znowu. Jest mocno widoczna, za ciężka i nie da się jej przyczepić na magnes, by zwisała swobodnie na szyi.
Za to świetnie nadaje się do vlogów na sticku, łączy się z mikrofonami DJI, nagrywa 10bit i poza slotem na karty, ma też wewnętrzną pamięć. Można ją zanurzać w wodzie i rzucać daleko w trawę (nie polecam). Ale o dziwo dalej działa.
7. DJI Osmo Nano
Mój ostatni zakup to maleńka DJI Osmo Nano, która wygodnie siedzi na piersi i przypomina sportowy gadżet do biegania. Mam wolne ręce. Smycz trzymam mocno. Lucky robi, co chce. Ludzie się nie gapią , bo nie ma na co. Włączam, idę, nagrywam. Nie myślę o niej.
Poza slotem na kartę pamięci w stacji dokującej z ekranem podglądu (72 g), ma też wewnętrzną pamięć w odczepianej od stacji kamerce. Kamerka waży na tyle mało (52 g), że można ją przyczepić do daszka czapki lub nosić na piersi. Jak widać na zdjęciu poniżej, łączy się też mikrofonami DJI, ma możliwość nagrywania płaskiego obrazu 10 bit i zabójczo dobrą stabilizację.
Uwaga! Pamiętaj, by kupić wersję z większą pamięcią wewnętrzną. Ja popełniłem błąd i kupiłem wersję 64GB, zamiast 128 GB. Obraz jest tak dobrej jakości, że zajmuje dużo pamięci.
Czego tak naprawdę szukam w kamerze
Przez 6 lat szukałem nie tej kamery, której potrzebowałem. Nie lepszej jakości, nie większej liczby funkcji. Szukałem takiej, której nie będę czuł.
Szukałem niewidzialności.
Kamera, której nie widać, to kamera, którą chcesz używać.
To samo widzę u ludzi, z którymi rozmawiam na konsultacjach. Ktoś chce zacząć podcast i od pół roku porównuje mikrofony. Ktoś inny chce prowadzić newsletter i testuje piątą platformę. Albo chce nagrywać wideo i od dwóch lat nie nagrał niczego, bo „jeszcze się nie zdecydował”.
To nie jest prokrastynacja. To poszukiwanie narzędzia, które nie będzie przeszkadzać w życiu i pracy. Słuszne. Tylko trzeba sobie powiedzieć, że właśnie tego się szuka. Nie najlepszego sprzętu. Ale takiego, który nie przesłoni nam celu.
Dlaczego nagrywam
W 3 tygodnie po kupnie DJI Osmo Nano skończył się brak weny. Opublikowałem 7 filmów na kanale Lucky Husky, który leżał odłogiem kilka lat. Krótkie. Mało narracji. Muzyka, spacer, las, cisza i Lucky.
Otrzymałem też pierwsze komentarze:
Inna, po dłuższej przerwie kanału:
Ktoś zauważył, czego sam jeszcze nie umiałem nazwać:
“Że my naprawdę wróciliśmy.”
Wróciliśmy, bo zniknęła kamera. Tylko tyle. I aż tyle.
Sześciu poprzednich nie żałuję. Każda kolejna pokazywała mi, czego naprawdę potrzebuję.
Doszedłem do tego przez eliminację, nie przez wizję. Nie wiem, czy się da inaczej.
Lucky ma 6 lat. Nie wiem, ile jeszcze będziemy mieli tych spacerów o piątej rano.
Ale mam już kamerę, która nie zasłania mi celu - czyli utrwalania pięknych wspomnień.
Jeśli stoisz w tym samym miejscu - masz pomysł na podcast, vlog albo newsletter, ale od miesięcy nie wiesz, od którego sprzętu czy platformy zacząć - poproś mnie o darmową 30 min konsultację.
Nie sprzedaję kamer. Ale mogę Ci oszczędzić kilku błędnych zakupów.
Kontakt do mnie znajdziesz na stronie: pozaalgorytmem.pl







