W Opatówku wszyscy mówią dzień dobry
Kiedy słup ogłoszeniowy działa lepiej niż post na Facebooku.
Dwa miesiące temu szedłem z Mateuszem ulicą Kościelną w Opatówku.
Minęliśmy starszego pana na rowerze.
Mateusz: - „Dzień dobry”.
Pan: -„Dzień dobry, panie Mateuszu”.
Potem starszą panią z siatką pełną zakupów.
-„Dzień dobry”.
Potem odwiedziny w podobno najlepszej lodziarni w Wielkopolsce, położonej przy placu Wolności.
I kolejne „Dzień dobry” wymieniane przypadkowymi przechodniami.
W końcu przestałem liczyć.
Mieszkam w Białymstoku. Idę Sienkiewicza i nie mówię dzień dobry nikomu. Nikt nie mówi do mnie.
Mateusz zatrzymał się obok kościoła, zaraz przy słupie ogłoszeniowym.
„Stąd ludzie dowiadują się o naszych koncertach”. - powiedział
Zwykły słup. Na nim plakaty. Pozornie nic wyjątkowego, dużo jest takich miasteczek w Polsce.
Ale utkwił mi w głowie dłużej niż niejedna konferencja o nowych mediach.
Dlaczego ten słup działa
Zdjęcie: słup ogłoszeniowy, ul. Kościelna, Opatówek. Fot: Radek Budnicki
Słup działa nie dlatego, że jest analogowy i nie podlega algorytmom.
Ale dlatego, że czytają go ci sami ludzie, którzy przed chwilą powiedzieli Mateuszowi dzień dobry.
Plakat w Opatówku to nie kanał dystrybucji. To zaproszenie od kogoś, kogo widziałeś rano przy sklepie. Tego nie da się zreplikować postem na Facebooku.
Nie idealizuję małego miasta. To miejsce, gdzie wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich.
Ale dlatego mechanizm zaufania jest tam inny i Mateusz to rozumie lepiej niż większość ludzi od marketingu.
Co on właściwie robi
Mateusz Walczak prowadzi fundację Inicjatywa dla Opatówka. Najbliższe miasto to Kalisz, liczące niecałe sto tysięcy mieszkańców. Kilkanaście kilometrów dalej zaczyna się łódzkie.
Całej rozmowy z Mateuszem posłuchasz w podcaście Radek Budnicki:
Facebooka nie skasował. Mówi, że przy szybkim ogłoszeniu koncertu to nadal jego najmocniejszy kanał. Nie spieram się z praktykiem, bo on to robi codziennie, ja o tym tylko opowiadam.
Ale obok Facebooka ma resztę.
Plakat na słupie.
Tablicę ogłoszeń przy domu burmistrza, bo każde małe miasteczko ma swoją - najczęściej przy remizie albo przy ruchliwym skrzyżowaniu.
Lokalną rozgłośnię, której ludzie słuchają w samochodzie w drodze do pracy.
Zapowiedzi koncertów w Opatówku, Koźminku i Stawiszynie idą wszystkimi tymi drogami naraz.
To samo robi w sieci.
Newsletter, w którym podaje organizacjom gotowe konkursy grantowe: kto organizuje, jaka pula, ile można dostać, link do szczegółów.
Wielkopolcast, w którym może z wykonawcą pogadać pół godziny zamiast rzucić hasło.
Relacje z dziennikarzami budowane latami: imię, nazwisko, numer telefonu w stopce, nie redakcja@portal.
Zauważ, że to jest ta sama zasada. Offline i online.
Tablica przy remizie działa, bo ktoś codziennie tam przychodzi.
Newsletter działa, bo ktoś sam się zapisał.
Dziennikarz odpisze, bo raz podał Ci numer.
Facebook nie działa na żadnej z tych zasad. Tam nie ma dzień dobry. Tam jest wynajem – i to krótkoterminowy.
Pytanie, które z Tobą zostaje
Na warsztacie w Kaliszu zadałem sali jedno pytanie:
Co zrobisz, jeśli ten profil zniknie jutro rano? Jeśli platforma go zablokuje albo po prostu wyłączy?
Ludzie zamilkli. Nagle było widać, ilu z nich stoi na cudzej ziemi.
Mateusz przyznał potem, że to pytanie zostaje w głowie i nie daje spokoju.
Słup na Kościelnej się nie wyłączy.
Lista mailingowa się nie wyłączy.
Sąsiad, któremu mówisz dzień dobry, się nie wyłączy.
Facebook – być może.
I w tym rzecz. Mateusz nie spalił mostów. Nie skasował konta, nie ogłosił rewolucji.
Zbudował sobie drugą ziemię obok.
Nie zamiast Facebooka. Obok. Tak, żeby w dniu, w którym Facebook zniknie, jego ludzie nie zniknęli razem z nim.
Niezależność rzadko polega na paleniu wszystkiego. Polega na tym, żeby mieć własny grunt pod stopami.
Nowy kanał to zadanie na weekend. To pytanie to zmiana myślenia.
Zostawię Ci je, tak jak zostało z Mateuszem:
Gdyby Twój profil zniknął jutro rano, do ilu swoich odbiorców umiałbyś dotrzeć jeszcze tego samego wieczora?
Jeśli to pytanie nie daje Ci spokoju, umów bezpłatną konsultację, pozaalgorytmem.pl
Pokażę Ci, od czego zacząć budować własną ziemię. Spokojnie, bez natychmiastowej rezygnacji z social mediów.
Do usłyszenia, Radek






Ja bym Panu powiedziała dzień dobry 😊, nawet dziś rano mijając warszawski Gocław, widziałam mężczyznę z husky i od razu pomyślałam o Panu..
Mieszkam w mniejszej dzielnicy-Rembertów i codziennie wychodząc z pieskiem na spacer mijam nasze rembertowskie tablice ogłoszeń, gdy zobaczę coś nowego zawsze się zatrzymuję. Myślę, że to działa i ma swój urok.
Pozdrawiam 🙂