Jak odważyłem się nagrywać vlogi
Sprzęt masz. Temat masz. Majówkę masz. Brakuje jednego.
Wsiadam do samochodu. Kamera na przedniej szybie, mikrofon w klapie.
Lucky wskakuje na tylne siedzenie - już wie, że jedziemy do lasu. Białystok zostaje w tyle. 20 kilometrów na wschód, prosto w puszczę Knyszyńską.
Tam dopiero włączam przycisk „record”.
W tym tygodniu nagrałem nowy odcinek vloga o tym, czego ostatnio nauczyłem się o tworzeniu.
Wniosek jest krótki:
Żeby nagrać, nie wystarczy temat.
Nie wystarczy nawet skrypt, bullet pointy, sprzęt, naładowana bateria.
Brakuje czegoś, o czym nikt mi nie powiedział, kiedy zaczynałem.
Brakuje właściwego miejsca.
Próbowałem nagrywać w domu. Mam dobry mikrofon, dobre światło, ciszę. I mi jakoś nie idzie.
Czuję, że sąsiadka z dołu mnie słyszy. Że ktoś zapuka. Albo jak ostatnio, ciszę zakłóci wiertarka. Wychodzę więc z mieszkania bez nagrania, ze zmarnowanym popołudniem.
Próbowałem na osiedlu. Park, ławka, alejka. Ale ludzie. Nawet jak nie patrzą wprost - wiem, że są. Wiem, że za chwilę przejdzie ktoś z psem, ktoś z wózkiem, ktoś będzie biegał.
I łapię się na tym, co o mnie myślą. Że jakiś kolejny influencer od siedmiu boleści, albo TikToker, choć nim nie jestem.
Więc jadę 20 kilometrów za miasto. Tam gdzie nikogo nie ma. Tam gdzie Lucky wariuje ze szczęścia od feerii zapachów i gdzie nie ma wiatru, bo drzewa go skutecznie tłumią, więc mikrofon słyszy mnie, a nie szum.
Tam włączam kamerę i mówię.
To jest moje sanktuarium. Twierdza. Własna kraina. Szukam jeszcze nazwy, żadne z tych mi nie pasuje. Sanktuarium brzmi zbyt religijnie. Twierdza zbyt defensywnie.
Może po prostu „Moje miejsce”. (napisz w komentarzu swoją propozycję)
Vlog to medium introwertyka
Tu jest rzecz, której nie powiedziałem we vlogu, bo dotarło do mnie dopiero po nagraniu.
Brzmi jak paradoks.
Vlog kojarzy się z ekstrawertycznym TikTokerem, który tańczy do kamery na ulicy.
A ja przecież siedzę w lesie i gadam tylko do siebie. (nie licząc Luckiego)
I to działa lepiej niż jakakolwiek forma, którą próbowałem przez 10 lat tworzenia.
Vlog jest asymetryczny. Ty mówisz, a ludzie słuchają wtedy, kiedy chcą.
Nie widzisz ich twarzy, nie negocjujesz uwagi, nikt Ci nie przerywa.
Nie ma small talku, nie ma networkingu, nie ma sceny.
Mówisz raz, montujesz, publikujesz.
Dalsza rozmowa, jeśli w ogóle, dzieje się w komentarzach, na Twoich warunkach.
Dla mnie, introwertyka, który po wystąpieniu publicznym potrzebuje 2 dni ciszy, żeby dojść do siebie - vlog jest formą, w której naprawdę mogę pracować.
Las dokłada do tego coś jeszcze.
Nie tylko chowa mnie przed cudzymi spojrzeniami. On wycisza moją głowę. Jadę tam zmęczony, wracam z nagraniem i z energią, której nie miałem rano. To nie jest dodatkowy wysiłek.
To jest ładowanie baterii, przy okazji którego powstaje treść.
Jesteś introwertykiem i myślisz, że tworzenie wideo nie jest dla Ciebie?
Może problemem nie jest kamera, tylko brak Twojego miejsca.
Napisz w komentarzu albo w odpowiedzi na tego maila:
Gdzie jest Twoje miejsce?
A jeśli jeszcze go nie masz - gdzie zacząłbyś go szukać?
Cały vlog z Luckym, z propozycją konkursu na nazwę tego miejsca (bo “sanktuarium” mnie nie przekonuje) wrzuciłem na YouTube i jako podcast audio na Spotify.
Youtube:
Spotify:
Co jeszcze opublikowałem w tym tygodniu:
Podcast Opowieści z Dobrej Treści - odcinek o tym jak Stowarzyszenie Satori zmienia życie dzieci poprzez naukę karate - podcast, który tworzę dla Fundacji FaniMani:
Podcast Lepiej Teraz - Tadeusz Kościuszko, odcinek 7 - ostatni odcinek z serii biograficznej o Kościuszce. Zamykam wątek, który ciągnąłem przez kilka miesięcy. Na koniec odrobinę się wzruszyłem, ale tego nie wyciąłem:
Kanał Lucky Husky - tu możesz zobaczyć, co ładuje moje baterie:
Jeśli chcesz nagrywać, ale nie wiesz, jak zacząć tworzyć - umów się na 30 minut darmowej rozmowy.
Opowiesz o sobie, ja powiem, czy i jak mogę Ci pomóc.
Do usłyszenia,
Radek



