Niestety. YouTube nie zabije kury znoszącej złote jaja.
Sprawdziłem, co robi z gadającymi głowami z AI. Filtr musisz zbudować sam.
Twój internetowy ekspert. Idealne światło, super dykcja i wymuskany kadr. Subskrybujesz go, bo tłumaczy Ci zawiłości finansów, mówi jak dbać o zdrowie, informuje i uczy produktywności.
Problem w tym, że on nie istnieje.
Podobni jemu mnożą się na YouTubie jak grzyby po deszczu. I przez pierwsze 4 sekundy naprawdę trudno poznać, że po drugiej stronie nikogo nie ma.
Postanowiłem sprawdzić, co z tym robi sam YouTube. Wyszło z tego coś, czego się nie spodziewałem.
Najpierw liczby
Kapwing to firma robiąca narzędzia do montażu wideo. Sprawdzili, co YouTube pokazuje komuś, kto dopiero co wszedł na platformę.
Założyli zupełnie nowe konto, bez historii oglądania i bez subskrypcji, a potem ręcznie obejrzeli pierwszych 500 Shortsów, które podsunął im algorytm.
104 z nich były w całości wygenerowane przez sztuczną inteligencję. To, co nazywa się dziś AI slop.
Kolejnych 165 wpadło do kategorii, którą badacze nazwali brainrot.
Już tłumaczę te nazwy:
AI slop
Po polsku mniej więcej cyfrowe pomyje. Filmy produkowane taśmowo przez AI. Nikt ich nie wymyśla, nie nagrywa, nie montuje. Ktoś raz ustawił proces i odbiera pieniądze z reklam.
Brainrot
Kapwing definiuje ją jako bezsensowne treści niskiej jakości, których oglądanie działa na widza destrukcyjnie. Materiały zbudowane wyłącznie po to, żeby przytrzymać kciuk przy ekranie.
Razem stanowi ponad połowę tego, co platforma podaje nowemu użytkownikowi.
W drugiej części badania Kapwing przejrzał 100 najpopularniejszych kanałów w każdym kraju, łącznie około 15 000.
278 z nich nie publikuje niczego poza treściami z AI i zebrały 63 miliardy wyświetleń.
A teraz porównaj te wyniki do Twoich doświadczeń z pobytu na YouTube.
Tu masz ten Raport Kapwing.
Dla porównania: tak wygląda odcinek bez skomplikowanego montażu.
Co zrobił YouTube
W styczniu 2025 roku, jak podał serwis Tubefilter, YouTube przeprowadził gigantyczną czystkę: usunął w całości 11 kanałów, a kolejnym wyczyścił zawartość.
Łącznie dotknęło to 16 podmiotów, 35 milionów subskrybentów i 4,7 miliarda wyświetleń. Nie skończyło się na samej demonetyzacji, ale na całkowitym kasowaniu archiwów.
Był to zwiastun głębszych zmian. W lipcu 2025 roku platforma oficjalnie zmieniła nazwę swoich zasad z „treści powtarzalnych” na „treści nieautentyczne” i doprecyzowała, że dotyczy to materiałów powtarzalnych oraz produkowanych masowo.
Z kolei w lipcu 2026 roku platforma ostatecznie dookreśliła te reguły. Wiceprezes do spraw zaufania i bezpieczeństwa, Matt Halprin, wyjaśnił w materiale na kanale Creator Insider (co relacjonował m.in. TechCrunch), że pod hasło „treści nieautentyczne” podpadają 3 typy materiałów, które nie mają prawa zarabiać:
Treści generyczne i powtarzalne,
Treści odpychające i manipulujące emocjami,
Persony AI. (TechCrunch)
Brzmi jak dobra wiadomość. A teraz druga strona medalu.
List, który wiele tłumaczy
21 stycznia 2026 Neal Mohan opublikował doroczny list do społeczności YouTube’a.
Jest tam akapit o walce z niską jakością treści AI. Autor pisze też, że średnio ponad milion kanałów korzystało z narzędzi AI YouTube’a codziennie w grudniu. I zapowiada, że w tym roku będzie można stworzyć Shorta z własnym wizerunkiem, zrobić grę z prostego polecenia tekstowego i poeksperymentować z muzyką.
Widzisz problem?
YouTube nie walczy z AI.
Walczy o to, żeby treści AI były na tyle znośne, by dało się przy nich sprzedawać reklamy.
To zimny rachunek. Nikt nie zabija kury, która znosi złote jaja. Zabija się tylko te, które psują smak jajek pozostałym.
Ale jak uniknąć trafiania na treści AI, jeśli masz ich dość.
Nie da się!
Nie ma w ustawieniach przełącznika „pokaż mi tylko to, co nagrał człowiek”. Nie ma go w wyszukiwarce ani na stronie głównej.
Są jakieś protezy. Wtyczki do przeglądarki oparte na zgłoszeniach społeczności, gdzie widzowie oznaczają podejrzane filmy i po przekroczeniu progu materiał znika z widoku. Metadane C2PA o pochodzeniu pliku, o ile twórca w ogóle je zostawi. Ręczne klikanie „nie polecaj tego kanału”.
Słabo to działa.
Niestety. Pojawił się też efekt uboczny. Kiedy algorytm zaczął tępić masową produkcję, oberwali też prawdziwi twórcy prowadzący kanały bez twarzy, robiący wszystko własnymi rękami. (The Next Web) Co jakiś czas można trafić na ich alarmistyczne vlogi, gdzie często płaczą do kamery.
Niestety maszyna nie odróżnia samotnego człowieka z mikrofonem od farmy botów. Patrzy na rytm publikacji, powtarzalność miniatur, czy podobieństwo tytułów. Nie patrzy na to, kto wciska “Record”.
I tu dochodzimy do sedna.
Czego nie podrobi maszyna
Jeszcze dwa lata temu nieskazitelny obraz był dowodem, że ktoś się postarał. Kupił nowy model kamery np. DJI, przystosował pomieszczenie, ustawił światło, wynajął montażystę. Jakość obrazu była sygnałem nakładu pracy.
Dziś to wszystko jest szybko i za darmo. Obraz przestał być dowodem na cokolwiek.
Zostaje koszt.
2 godziny na długim spacerze z psem do Puszczy Knyszyńskiej kosztują dokładnie te 2 godziny. Zmarznięte ręce, wiatr wchodzący w mikrofon, mój Lucky, który wpycha nos w kadr w środku najlepszego zdania.
Tego nikt nie wygeneruje, bo to nie ma żadnej wartości produkcyjnej. Ma tylko wartość dowodową.
Dlatego nagrywam z DJI Osmo Nano na magnetycznej smyczy na piersi. Włączam i przestaję o nim myśleć. Idę.
Biurko wymusza wykonywanie, ruch wymusza myślenie
Kiedy siadasz przed monitorem z zamiarem nagrania, pojawia się opór. Statyw, ostrość, kadr, poziom dźwięku. Każdy poprawiony kabel podnosi próg wejścia i zwiększa szansę, że przełożysz nagranie na jutro.
Ale problem jest głębszy niż sama logistyka.
Marily Oppezzo i Daniel Schwartz ze Stanforda przebadali 176 osób w 4 eksperymentach, sprawdzając myślenie dywergencyjne, czyli zdolność wymyślania wielu różnych zastosowań tego samego przedmiotu.
W eksperymencie na bieżni twórczy wynik rósł średnio o 60% w stosunku do siedzenia. (Stanford Report, komunikat APA)
Co ciekawe, bieżnia stała twarzą do pustej ściany. Bo nie chodziło o widoki, ale o sam ruch.
Spacer odbiera Ci też drugie podejście.
Nie ma dubli, nie ma montażu, nie ma poprawiania oświetlenia w postprodukcji. Zostaje jedno pytanie:
-Czy naprawdę masz coś do powiedzenia?
Biurko pozwala udawać myślenie. AI pozwala udawać znacznie lepiej. Marsz nie pozwala.
Craig Mod chodzi od dwudziestu lat
Craig Mod to amerykański pisarz i fotograf mieszkający w Japonii od ponad dwudziestu lat. Zbudował swoją pracę na chodzeniu starymi szlakami, głównie Nakasendō i Półwyspem Kii. Z tych wędrówek tworzy newslettery, potem książki fotograficzne, które sam wydaje.
Od stycznia 2019 wysyła Ridgeline, tygodnik wyłącznie o chodzeniu, ponad 200 wydań. Wcześniej, od listopada 2012, comiesięczny Roden. (wszystkie jego newslettery)
Ma też kanał na YouTube i projekt SW945.
Zasada jest jedna:
15 minut nagrania binauralnego dziennie, zawsze około 9:45 rano, tam gdzie akurat jest. Podczas 30-dniowej wędrówki po Półwyspie Kii w maju 2021 dokładał do tego codzienne ujęcia w 4K, opisane przez niego samego jako małe okno na “nic ciekawego”. (jego własny tekst o tym projekcie)
Uprzedzam: nic się tu nie dzieje. O to właśnie chodzi. Włącz słuchawki.
Nikt nie zamówi takiego materiału w generatorze AI. Nie ma czego wygenerować. Cała wartość leży w tym, że ktoś tam naprawdę tędy szedł, danego dnia i o danej godzinie, w danym nastroju.
W stopce swojej strony Mod pisze, że cała ta praca jest finansowana w 100 procentach z płatnych członkostw oraz sprzedaży książek i odbitek. Zero reklam i algorytmów.
To jest dokładnie ta sama zasada, którą nazywam “Własną Ziemią”. Nie budujesz na wynajętym gruncie. Budujesz na tym, że tam byłeś.
Las nie jest magiczny
W lesie też można nagrać potworną nudę. Wiem, bo tak nagrywałem Puszczę Knyszyńską. Format nie zastąpi myśli. Kamera DJI na piersi nie sprawi, że nagle znajdziesz coś ciekawego do powiedzenia.
Spacer nie daje Ci treści. On daje Ci warunki, w których treść ma szansę się pojawić, i odbiera wymówki, którymi zwykle zasłaniasz jej brak.
To wszystko. Ale zarazem jak wiele.
Asymetria, o której nikt nie mówi
AI wypluwa w sekundę materiał, nad którym sam siedzę 2 godziny.
A odbiorca zostaje ze mną 20 minut, a z materiałem AI 8 sekund.
Im szybciej się produkuje, tym krócej się ogląda. To nie przypadek. To ta sama zależność widziana z dwóch stron.
Filtrem jesteś Ty
YouTube nie odfiltruje za Ciebie AI, bo nie ma w tym interesu. Nie zabije kury, dopóki ta znosi złote jaja.
Ale możesz zbudować miejsce, którego nie trzeba filtrować.
Konkretny las i ścieżka. Konkretny pies. Konkretne nazwisko w rozmowie. Konkretna godzina, o której wyszedłeś z domu, i konkretna pogoda, która Cię tam zastała.
AI zna średnią. Ale nie zna Twojego lasu.
Napisz w komentarzu: kiedy ostatnio zorientowałeś się w połowie filmu, że oglądasz coś wygenerowanego? Po czym poznałeś?
A jeśli czujesz, że odkładasz nagrywanie na jutro, bo za każdym razem zaczynasz od walki ze statywem i światłem, chętnie o tym pogadam. Pierwsza konsultacja jest darmowa.
kontakt@lepiejteraz.pl
Do usłyszenia, Radek


