Chodzę do lasu, bo tworzę slow content
Typowy dzień twórcy treści bez mediów społecznościowych
O 05:00 otwieram oczy. Nie dlatego, że muszę. Dlatego, że świat o tej porze należy tylko do mnie.
Nie sprawdzam telefonu.
Nie zaparzam kawy.
Nie otwieram laptopa.
Zakładam spodnie, buty, kurtkę. Chwytam smycz. Lucky już stoi przy drzwiach.
Wychodzimy.
Miasto jeszcze śpi. Ulice są puste. Ale ptaki już nie śpią - o tej porze roku ich koncert na osiedlu jest tak głośny, że zagłusza myśli.
Mój pies nie sprawdza powiadomień. Nie zastanawia się, czy powinien nagrać stories z tego spaceru. Idzie przed siebie, zatrzymuje się przy każdym interesującym zapachu i jest całkowicie obecny.
To mój najlepszy nauczyciel uważności.
Wsiadamy do auta i jedziemy 20 km za miasto, w kierunku puszczy. Idziemy przez las albo wzdłuż rzeki. Czasem godzinę. Czasem dwie. Nie mam planu trasy. Lucky wybiera.
W kieszeni mam małą kamerę. Nagrywam to, co widzę przed sobą. Świt przebijający się przez drzewa. Śpiewające ptaki na gałęziach. Lucky biegnący przed siebie.
Rejestruję to bez komentarza. Tylko to co słychać.
Nazywam to “cichym vlogiem”, w którym mój husky jest gwiazdą, a ja jestem tylko człowiekiem ze smyczą i kamerą. Vlog Lucky Husky to jeden z moich 3 kanałów na YouTube i jedyna przestrzeń, w której celowo mało mówię.
O tym rodzaju vlogowania piszę więcej w poniższym artykule:
O 9:00 wracam do domu. Dopiero teraz zaparzam kawę.
Lucky zasypia pod fotelem. Ja siadam do pisania. Pierwsze pół godziny po spacerze należy do Notatnika na moim MacBook-u.
Czasem wychodzi z tego artykuł na Porannika.
Czasem scenariusz odcinka podcastu.
Czasem 3 zdania, które nigdy nie ujrzą światła dziennego.
I to jest ok, bo to nie wyścig, tylko rytuał myślenia.
Około 12:00 siadam do mikrofonu.
Raz w tygodniu, czasami rzadziej nagrywam odcinek podcastu Lepiej Teraz. Robię to od 2016 roku. Mam tam już 420 odcinków:
Solowe refleksje,
Biografie znanych osób, które zmieniły moje myślenie,
Okazjonalne rozmowy z ludźmi, których podziwiam.
Nigdy nie nagrywałem „bo algorytm wymaga regularności”.
Nagrywam, gdy mam coś do powiedzenia.
Gdy temat dojrzał.
Gdy czuję, że mogę dać słuchaczowi coś, co jest warte jego 30 minut.
A najchętniej, gdy temat nie może opuścić mojej głowy i staje się obsesją. Wiem, że dla innych może być nieciekawy, ale tak bardzo mnie wciągnął, że mam ochotę się nim podzielić ze wszystkimi.
Tak było np. z powieścią „Medicus” Noah Gordona. Napisałem o niej 4 artykuły i nagrałem 2 podcasty.
Dlaczego tworzę slow content?
Czasem nagrywam dwa odcinki podcastu w tygodniu. Czasem jeden co dwa tygodnie.
Nie tworzę rolek ani shortów.
I to jest mój model. Nazywam go Slow Content:
Podcasty, vlogi, artykuły: treści, które wymagają uwagi i oddają ją z nawiązką. Przeciwieństwo piętnastosekundowych klipów robionych pod algorytm.
Nie produkuję treści. Tworzę je.
Różnica brzmi subtelnie, ale jest fundamentalna.
Produkcja to fabryka: więcej, szybciej, taniej.
Tworzenie to rzemiosło: głębiej, wolniej, lepiej.
Więcej o slow content napisałem tutaj:
O 14:00 mam sesję coachingową.
Jedna godzina, jeden człowiek, i jedno pytanie, które zmienia perspektywę. Przychodzą do mnie ludzie, którzy utknęli:
Menedżerowie, którzy po 20 latach w korporacji budzą się z pytaniem: „Czy to naprawdę moje życie?”
Twórcy, którzy chcą nagrywać podcast, ale boją się swojego głosu.
Ludzie, którzy wiedzą, że chcą czegoś innego, ale nie potrafią tego nazwać.
Nie daję im odpowiedzi. Zadaję im trudne pytania.
Bo odpowiedzi mają w sobie. Potrzebują tylko kogoś, kto pomoże im je usłyszeć.
Wieczorami często myślę o tym, jak dziwne jest moje życie.
Zarabiam na rozmowach. Na słuchaniu. Na zadawaniu pytań. I na nagrywaniu swoich myśli do mikrofonu.
Nie mam biura. Nie mam szefa. Nie mam grafiku narzuconego przez kogoś innego. Mam mikrofon, kamerę, laptopa, husky’ego i ciszę.
Brzmi jak luksus. Ale to nie spadło z nieba. To wynik decyzji podjętej lata temu:
Chcę tworzyć życie i treści na własnych warunkach!
O 16:00 mam jeszcze dwie rzeczy do zrobienia: zmontować film i napisać fragment artykułu.
Montuję na iPadzie. Leżąc na kanapie. Z Luckym u mego boku.
Nie optymalizuję miniaturek.
Nie analizuję, o której godzinie wrzucić film, żeby algorytm go podbił.
Nie mam strategii hashtagów, bo ich nie używam.
Moja strategia jest prostsza:
Stwórz coś wartościowego.
Opublikuj.
Powtórz.
Nie mam konta na Instagramie, TikToku ani LinkedIn. Nie brakuje mi ich. Tak jak nie brakuje mi budzika.
Publikuję na swoim blogu, nagrywam podcasty, kręcę vlogi.
3 kanały, 3 cele, 0 algorytmów dyktujących, co i kiedy mam powiedzieć.
Ktoś powie: „Ale bez social mediów nikt Cię nie znajdzie!”
Wtedy odpowiem:
Znajdą mnie ci, którzy naprawdę szukają.
I oni są warci więcej niż dziesięć tysięcy scrollujących.
To jest mój dzień.
Nie każdy wygląda tak samo. Czasem jest chaos. Lucky się pochoruje i zostajemy w domu. Czasem nagrywam odcinek 3 razy, bo nie jestem zadowolony z tego, co mówię.
Ale struktura jest zawsze ta sama:
Spacer przed świtem,
Kawa i pisanie,
Tworzenie w skupieniu,
Popołudniu ludzie,
Wieczorem relaks.
I zero mediów społecznościowych pomiędzy!
Jeśli czytasz to i myślisz: „Fajnie, ale ja nie mogę tak żyć” - to mam dla Ciebie jedno pytanie:
Co Cię powstrzymuje?
Właśnie nagrałem vlog o takim dniu.
Znajdziesz go na kanale @porannikpl na YouTube:
A jeśli chcesz pogadać o tym, jak stworzyć fascynujące i kreatywne życie bez mediów społecznościowych, napisz do mnie na kontakt@lepiejteraz.pl




