1 komentarz
Awatar użytkownika User
Awatar użytkownika Agnieszka Jarmuło

Mam wrażenie, że problem zaczyna się wtedy, gdy mylimy narzędzie z fundamentem. Trudno nie zgodzić się z Tobą, że uzależnianie całej komunikacji od platform społecznościowych jest dziś dość ryzykowną strategią, przynajmniej teraz. Jednocześnie sama nie patrzę na IG czy FB wyłącznie przez pryzmat zasięgów. Coraz częściej traktuję je raczej jako barometr nastrojów i ciekawy zapis tego, jak ewoluują nasze sposoby komunikowania się, budowania uwagi i uczestniczenia w kulturze. To miejsca, które warto od czasu do czasu odwiedzać, żeby zobaczyć, dokąd płynie rzeka. :-) Być może też największą iluzją ostatnich lat było przekonanie, że obserwujący są naszą własnością. Są raczej gośćmi w przestrzeni, której regulamin może zmienić się z dnia na dzień. Dlatego własne kanały warto budować równolegle, a media społecznościowe traktować z odrobiną dystansu i może nawet lekkiej antropologicznej ciekawości.

Awatar użytkownika Radek Budnicki

Obserwacja jest ok, jeśli jest się odpornym na kuszenie, a przecież "Oni" dokładnie wiedzą, co lubisz i co Cię tam zatrzyma na nieco dłużej niż tylko na obserwację. To przebiegły przeciwnik z miliardowym budżetem na socjotechników i psychologów. Walka jest nierówna. Sam stosuję metodę z Homera czyli "Unikanie kraju syren". Najlepiej zablokować feed i nie poddawać się kuszącemu zawodzeniu. Jak już coś wrzucisz, to mimowolnie sprawdzasz komentarze i trzeba być silnym człowiekiem , by się oprzeć tym wszystkim cudownym narzędziom, które robią dogłębną obserwację. I tak mija godzina, dzień i całe życie...a Ty nie przestajesz siegać po telefon

Awatar użytkownika Agnieszka Jarmuło

Szanuję osoby i organizacje, które świadomie decydują się opuścić takie platformy, zwłaszcza gdy robią to w zgodzie ze swoimi wartościami. Mam jednak wrażenie, że równie ważne jak samo wyjście jest zrozumienie reguł, według których te platformy działają. Ostatecznie ich podstawowym celem nie jest budowanie relacji czy wspieranie misji społecznych, lecz monetyzowanie uwagi użytkowników.Dlatego wraca temat edukacj, nie w sensie moralizowania, lecz budowania świadomości. Im lepiej rozumiemy, w jaki sposób nasza uwaga jest przekształcana w wartość biznesową, tym łatwiej zachować zdrowy dystans i nie pomylić chwilowego zasięgu z trwałą relacją. Być może prawdziwą niezależność daje dziś nie tyle ucieczka z platform, ile umiejętność korzystania z nich bez złudzeń.

Awatar użytkownika Paulina

Uciekłam z IG. Fb traktuję jako średniej jakości dostawcę informacji. Ale też kwestia znalezienia sił i spadam stamtąd. Mam wrażenie, że rozpoczęłam misję odbodźcowywania się, jakieś 20 lat temu (najpierw TV, potem radio, potem IG…). Gdzie mnie to zaprowadzi? Nie wiem :)

Awatar użytkownika Radek Budnicki

Ludzie żyjący "off the grid" traktowani są jak dziwacy. Sam potrzebowałem czasu , by zrozumieć, że to najmądrzejsi ludzie na świecie. Więc raczej podążasz we właściwym kierunku. Informacje na FB mają wątpliwą wiarygodność od momentu, gdy każdy kto ma profil stał się samozwańczą agencją informacyjną. Ale sekcja wydarzenia na FB i czasami messenger to dobry wynalazek. Feed Facebooka może dla mnie nie istnieć, bo jest bezwartościowy. A pokazywanie tam swojego prywatnego życia jednocześnie ciotce i szefowi to niewątpliwie zły pomysł.

Awatar użytkownika Bronek

Dość dawno czytałem badania, według których liczba stabilnych znajomości między ludźmi - czyli żywych relacji, jakie jesteśmy w stanie utrzymać jednocześnie - wynosi maks. ok. 150 osób, bliżej 120 i z wiekiem ta liczba maleje. Wszyscy pozostali to, siłą rzeczy, ludzie w jakiś sposób poznani, ale bez żywej relacji - kiedyś mówiło się na to, znajomości przelotne. Widzę tu całkiem niezłą korelację z „lajkami” w mediach społecznościowych, o których piszesz - bezwartościowa przelotność uchwycona w czasie.

Awatar użytkownika Bronek

Bezwartościowa biznesowo przelotność like oczywiście... Bo zabrzmiało dwuznacznie wcześniej 🫣