Dlaczego piekło to inni ludzie
„A więc to jest piekło. Nigdy bym nie uwierzył... Pamiętacie: siarka, stos, ruszt... Ach, co za żart. Nie trzeba rusztu: piekło to Inni.”- Jean-Paul Sartre, Huis Clos
Na sesji online klient przez czterdzieści minut opowiadał mi o swojej potrzebie wolności.
O tym, jak chce rzucić pracę, podróżować, żyć autentycznie. Bez kompromisów.
W czterdziestej pierwszej minucie mówi:
„Ale rodzice by tego nie zrozumieli.
Kumple by się pukali w głowę.
A żona by… zapomnij”.
Zatrzymałem go.
Czyli nie chcesz wolności.
Chcesz, żeby inni ją zaakceptowali.
Chcesz być sobą, ale tylko wtedy, gdy nikt nie będzie miał z tym problemu.
Cisza.
I wtedy przypomniał mi się Jean Paul Sartre i jego Piekło
Nie było tam ognia ani diabłów.
Jest pokój (pomieszczenie). Brzydki fotel. Kanapa. Zamknięte drzwi.
Troje ludzi czeka na tortury.
One nie nadchodzą.
Zamiast nich są tam inni ludzie:
Garcin - dziennikarz, który uciekł z frontu i bił żonę.
Całe życie opowiadał historię o sobie jako o człowieku zasad i odwagi.
Teraz potrzebuje jednego:
żeby ktoś powiedział mu, że nie był tchórzem.
Estelle - piękna, bogata i uprzywilejowana.
Utopiła własne dziecko, bo przeszkadzało w wygodnym życiu.
Zdradzała męża.
Istnieje tylko w cudzym spojrzeniu — bez męskiego pożądania rozpada się w środku.
Inès - doprowadziła swoją kochankę do samobójstwa.
Wie, że jest winna.
Nie usprawiedliwia się, nie szuka alibi.
Jest jedyną osobą w pokoju, która patrzy prawdzie w oczy.
I właśnie dlatego jest najgroźniejsza.
Czekają na tortury.
Zamiast nich dostają rozmowę.
Garcin błaga Inès:
- Powiedz, że nie jestem tchórzem.
Inès odpowiada spokojnie:
- Jesteś. I widzę to lepiej niż ty.
Estelle próbuje uwieść Garcina — potrzebuje jego spojrzenia, by istnieć.
Garcin jej nie chce. Potrzebuje potwierdzenia od Inès.
Inès pragnie Estelle.
Estelle odrzuca ją — to się nie liczy w jej świecie.
Każdy trzyma w rękach klucz do cudzego piekła.
Nikt nie dostaje tego, czego potrzebuje.
W pewnym momencie drzwi się otwierają.
Garcin może wyjść.
Nie wychodzi.
Bo jeśli wyjdzie, zostanie na zawsze tchórzem w oczach Inès.
Zostaje, żeby ją przekonać.
Nie może.
I wtedy pada zdanie, które boli do dziś:
„Piekło to inni ludzie”.
Nie dlatego, że są okrutni.
Ale dlatego, że widzą nas takimi, jakimi naprawdę jesteśmy.
Bez możliwości korekty naszego wizerunku.
Bez „ale miałem dobre intencje”.
Sartre mówi wprost:
Człowiek jest sumą czynów, nie zamiarów.
A gdy umiera — bilans się zamyka.
Dlatego to zdanie tak dobrze opisuje nasze czasy.
Żyjemy w cudzym spojrzeniu.
Budujemy wizerunki.
Bronimy ich jak życia.
„Chciałbym pisać, ale co powiedzą znajomi?”
„Wiem, że powinienem odejść, ale rodzina by mnie przekreśliła”.
„Chciałbym żyć inaczej, ale ludzie by nie zrozumieli”.
To nie są drobiazgi.
To adres tego pokoju.
Nie musisz umierać, żeby do niego trafić.
Wystarczy podejmować wystarczająco dużo decyzji przeciwko sobie.
Wystarczy żyć jako ktoś, kim nie jesteś.
A potem budzić się w życiu, które jest poprawne, bezpieczne i akceptowalne.
I kompletnie nie Twoje.
Możesz spędzić całe życie, broniąc swojej fasady.
Albo zadać sobie pytanie, którego większość ludzi unika:
Kim jestem, gdy nikt nie patrzy?
Sartre odpowiedziałby: Nikim.
I to jest najlepsza wiadomość na świecie.
Nie masz żadnej „prawdziwej jaźni” do odkrycia, żadnego ukrytego rdzenia, który inni mogliby zepsuć.
Jesteś czystą możliwością.
Piekło to nie inni ludzie.
Piekło to pozwolenie, by inni dokończyli Twój portret za Ciebie i uznali, że „taki już jesteś”.
Nie szukaj siebie.
Stwarzaj siebie.
Wolność nie polega na zdejmowaniu maski, tylko na zrozumieniu, że w każdej chwili możesz zacząć działać inaczej.
Drzwi są otwarte.
Zostajesz w pokoju, żeby dalej się tłumaczyć?
Czy wychodzisz?



