Przedwczoraj Apple pokazał nowego MacBooka Air M5, więc wymieniłem baterię w starym M1.
Piąta rano. Lucky ciągnie mnie na smyczy przez osiedle. Jest ciemno, cicho i zimno. W tle słychać pociąg. Pies ma nos przy ziemi i gdzieś mnie prowadzi.
O tej porze nie sprawdzam newsów w telefonie. Jeszcze nie wiem, że Apple zaprezentował nowego MacBooka Air z procesorem M5. Że internet oszalał i tysiące ludzi na całym świecie porównują benchmarki, oglądają unboxingi i zastanawiają się, czy warto wydać ponad 5000 złotych na nowy laptop.
Piszę to na moim MacBooku Air M1. Ma już 4 lata. Bateria osiągnęła wydajność 61%, co zakwalifikowało ją do serwisu, więc idę ją wymienić.
To będzie mój nudny dzień. I chcę Ci o nim opowiedzieć.
500 zł zamiast 5000 zł
Wychodzę z domu z Lucky i kieruję się do centrum miasta.
Cel: oddać MacBooka do serwisu na wymianę baterii. 4 lata intensywnego użytkowania: podcasty, wywiady online, montaż wideo, pisanie artykułów, sesje coachingowe na Zoomie. Bateria ma prawo być zmęczona. Ja zresztą też.
Nowy MacBook Air M5 startuje od 1099 dolarów. W Polsce to okolice 5500 złotych. Apple chwali się, że jest prawie 3x szybszy w przetwarzaniu grafiki niż mój M1 i nawet 10x szybszy w zadaniach AI.
Brzmi imponująco, prawda?
Ale zróbmy prosty rachunek. Renderuję odcinek podcastu. Na M1 trwa to, powiedzmy, 3 minuty. Na M5 trwałoby 2. Zaoszczędzę minutę. Jedną minutę. Za 5500 złotych?!
Wymiana baterii kosztowała mnie 500 złotych.
Stoicy mieli na to piękne słowo: sophrosyne, umiarkowanie. Umiejętność rozróżnienia między tym, czego potrzebujesz, a tym, czego ci się zachciewa.
Już widzę te fake’owe cytaty z Epikteta:
„Nie pragnij nowego MacBooka, ciesz się, że stary wciąż działa.”
20 minut w A100 Café
Oddaję laptopa w serwisie PC Doctor i idę do A100 Café, w której lubię pracować.
Siadam. Zamawiam śniadanie. Wyciągam iPada M1. Tak, też M1. Lucky kładzie się pod stolikiem.
Odpowiadam na maile klientów. Ogarniam kalendarz. Piszę notatki do następnego odcinka podcastu „Lepiej Teraz”. Mój iPad jest jak szwajcarski scyzoryk: lekki, mobilny, wystarczający.
Po 20 minutach dostaję SMS z serwisu :
„MacBook gotowy do odbioru!”
20 minut! A miały być 2 h?!
To się nazywa SERWIS!
Ktoś w tym czasie zdążył przeczytać może połowę recenzji nowego M5 na YouTubie. Ja mam wymienioną baterię i laptop jak nowy. No, prawie jak nowy. Wystarczająco nowy.
Cały biznes na 4 urządzeniach
Jestem tzw. solopreneurem.
Czyli całkowicie sam prowadzę podcasty, vlog, blog, coaching i warsztaty.
Do tego przydaje mi się 5 rzeczy od Apple:
MacBook Air M1 - główny koń pociągowy. Montaż podcastów w Audacity, zdalne nagrania w Riverside.fm, pisanie artykułów, sesje coachingowe. Po czterech latach działa bez zarzutu. Do obróbki audio różnica między M1 a M5 jest niezauważalna.
iPad M1 - mobilne biuro i studio montażowe. W kawiarni, w podróży z Lucky, na spacerze, który zamienił się w sesję planowania. To na nim obrabiam vlogi na YouTube.
Apple Watch 10 Cellular - cichy bohater. Na porannym spacerze z Lucky zostawiam telefon w domu. Zegarek jest podłączony do sieci. Jeśli klient napisze, dostanę powiadomienie. Jeśli nie, mam godzinę ciszy z psem. Stoicka medytacja w ruchu, bez pokusy sięgania do kieszeni lub scrolowania ekranu na spacerze, co często widzę u innych „wyprowadzaczy” psów.
iPhone 13 - Wiem, to nie najnowszy model. Nie potrzebuję najnowszego. Dzwonię, piszę, robię zdjęcia, wysyłam maile, nagrywam krótkie klipy. Robi swoją robotę i scala cały ekosystem.
AirPods 4 ANC - w nich słucham podcastów, audiobooki, prowadzę konsultacje i sesje coachingowe.
A modele AI?
Z tych korzystam w chmurze: Claude, ChatGPT, Gemini, NotebookLM. Nie potrzebuję szybkiego procesora do AI. Potrzebuję dobrego Wi-Fi i spokojnej głowy.
Wieczór
Leżę przed telewizorem. Obok mnie, na kanapie, śpi Lucky. Na YouTube leci tapeta, żywa transmisja z muzyką lo-fi, która nastraja mnie do pracy.
Pracuję na MacBooku. Tym samym, czteroletnio-pięćsetzłotowym, z nową baterią.
Piszę. Planuję odcinki podcastu. Odpowiadam ludziom, którzy pytają o moje warsztaty tworzenia treści bez mediów społecznościowych.
Lucky miarowo oddycha. Czasem ma jakiś koszmar i cicho popiskuje. Delikatnie go głaszczę. Uspokaja się.
Potem ostatni spacer, poznanie nowej psiej koleżanki. Wracamy. Lucky zasypia na fotelu. Nie w swoim legowisku, na swoim fotelu, bo to jego fotel. Ja go tylko pożyczam.
Taki był mój dzień. Żadnych premier, unboxingów. Pies, MacBook Air M1 i nowa bateria za 500 zł.
Może następnym razem, gdy Apple pokaże coś nowego, zanim klikniesz „kup teraz”, zapytaj:
Czy mój stary sprzęt naprawdę przestał mi wystarczać?
Czy to tylko świeży zapach nowości?
Nagrałem ten dzień. Cały. Bez słów. Tylko obrazy i muzyka. Bo nie wszystko potrzebuje komentarza.
👉 Lucky Husky - silent vlog z mojego dnia
A jeśli chcesz kupisz nowy sprzęt Apple, warto najpierw poczytać kogoś, kto myśli o technologii mądrze i bez hype'u.
Krzysztof Kołacz z „Bo czemu nie?" uczy, jak sprawić, żeby technologia służyła nam, a nie my jej. Warto go poczytać, zanim klikniesz „kup teraz".
Mądrych wyborów i spokojnego dnia!
Radek
Chcesz więcej podobnych treści, kliknij przycisk Zasubskrybuj teraz:





